Przepierki

DSC_0222

Dzisiaj mija mi osiem tygodni w delegacji non stop. To jakby jeść placki ziemniaczane: pierwszy i drugi były super, ale przy ósmym czuję, że już nigdy nie tknę ich ponownie. Spotkałem się z ekipą, która wyjechała na zwykły cztero- tygodniowy cykl. Ich walizki były dwa razy większe od mojej i przywołały ożywioną dyskusję na temat pakowania do naszych długich podróży. I tak pojawia się nieodłączny dramat podróżnika: możesz zabrać ze sobą komputer, czajnik czy parowar… ale nie możesz zabrać ze sobą pralki.

Brudne ubrania to nie problem, ale brak czystych to już tragedia. Znam kilka sposobów radzenia sobie z praniem. Można zabrać ze sobą całą szafę na kilka tygodni. Powodzenia z taskaniem tego po schodkach hoteli co drugi dzień. To nie mój styl i nie wiem czy chciałbym być przy rozpakowywaniu walizy brudów sprzed kilku tygodni. W pewnym momencie podróżowanie z takim biohazardem może być niebezpieczne.

Naturalnie pojawia się inny sposób radzenia sobie z brudami- utylizacja. Zdarzało mi się wyjeżdżać w podróż w starych skarpetkach i pokancerowanej bieliźnie z myślą, że zwyczajnie zarżnę je i wyrzucę zamiast prać. Stare śmierdzące i dziurawe skarpety można zeszlifować ze stóp papierem ściernym. Majtki podpalić. Podkoszulkę podarować komuś w prezencie podczas libacji w pociągu.

Problem pojawia się znów przy najdłuższych wyjazdach, podczas których nawet najwięksi konsumenci nie mają dostępnych takich ilości bielizny do wyrzucenia. Na pomoc przychodzą majtki jednorazowe. Niedrogie i stylowe, niezwykle higieniczne, z przewiewnego materiału… dla kobiet w połogu. Nie dowiedziałem się o nich od żony po porodzie, ale od twardziela ze stalowym uściskiem dłoni i masą ciała przekraczającą sto kilo. Aż boję się wyobrazić go sobie w figach.

W temacie męskiej bielizny i prania mam inny życiowy przykład zaczerpnięty tym razem z wojska. Dzieliłem tam izbę z grupą zajęcy ze zmechu, z których jeden gorszyciel paradował regularnie w stringach. O ile to my śmialiśmy się z niego w ciągu dnia, o tyle to on śmiał się z nas nocą. Za sprawą przepierki oczywiście. Moje gacie jeszcze dobrze się nie namoczyły, a jego sznurki już były wyprane i wykręcone. Rano moje majtasy wciąż schły, podczas gdy jego dupowciory były już gotowe do noszenia, sznurowania butów, czy szycia ran. Bardzo praktyczne, jeśli ktoś nie ma wstydu w sercu.

A więc jak ja to robię? Zwłaszcza mając taką małą walizkę? Kluczem są dwie rzeczy: (1) dyscyplina by co wieczór, nie ważne jak bardzo jest się zmęczonym, zrobić sobie przepierkę oraz (2) kolekcja korków w różnych rozmiarach pasujących do różnych zlewów i brodzików w różnych hotelach. Pranie rozwieszam w pokojach zamieniając je dumnie w getto, albo zabieram w podróż jak gypsy king. Mam też stalowy zapas na wypadek kontuzji, skaleczenia dłoni, albo innej niedyspozycji.

Ostatnio nocowaliśmy w upiornym hotelu w małej wiosce z dala od wszystkiego. Zazwyczaj jesteśmy z dala od wszystkiego. Pracowałem z podwykonawcą z Hiszpanii, który ani nie miał ochoty nosić damskich ciuchów, ani prać ręcznie brudów, zwłaszcza że mieliśmy kombinezony robocze uwalone czerwoną farbą i gryzącym włóknem szklanym. Namówił mnie na udanie się do podziemi hotelu w poszukiwaniu pralki. W sumie to nie trzeba było mnie bardzo namawiać. Chciałem zobaczyć czy w piwnicach znajduje się potwór zakuty w łańcuchy i tunel do pociągu ze skarbami naszych dziadków skradzionymi z polski.

DSC_0192Na korytarzach hotelu roiło się od mefistofelowych figur jak na załączonym zdjęciu. Na palcach zeszliśmy do brudnej piwnicy, gdzie w labiryncie rur i korytarzy znaleźliśmy pralki. Ogromne maszyny buczały piorąc pościel. Żadnych zwłok. Nuno znalazł jedną wolną i zaczął wyładowywać prześcieradła. Pomyślałem, że jest sprytny i jego sposób może być lepszy od mojej codziennej rutyny przepierek, kiedy tuż za nami wyrósł jak z grobowca właściciel hotelu. Wzrokiem Frankensteina spojrzał na Nuno trzymającego w rękach jego białą pościel. Obleciał mnie zimny pot. Przełamałem nieprzyjemną ciszę zapytaniem czy możemy użyć pralki. W rękach miałem czarne spodnie uwalone czerwoną farbą, klejami i włóknem szklanym. Frankenstein krzyknął tylko: Nein!

Następnego dnia zmieniliśmy hotel. Ja wróciłem do rutyny przepierek i stepowania po ciuchach roboczych pod prysznicem, a Nuno znalazł pralnię w miasteczku kilkadziesiąt kilometrów dalej.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s