O branży

DSC_0170

W branży, w której pracuję chodzi o to kogo się zna. Więc jestem sam. Sam jak palec (nie chciałbym widzieć dłoni tego kogoś, kto wymyślił to powiedzenie). Dawniej jeździliśmy w dwójkę i zmienialiśmy się za kierownicą, a teraz jak mi się przyśnie w trakcie jazdy, to po przebudzeniu nie mam pojęcia gdzie jestem. Na szczęście mam gadającą nawigację. Wolałbym śpiewające wycieraczki.

W zeszłym sezonie byłem ciurkiem pięć tygodni w Niemczech i kiedy ktoś z biura zapytał co u mnie, powiedziałem, żeby mnie zabrali, bo jeszcze z tydzień i założę drugą rodzinę na obczyźnie. Przestraszyli się, że jestem tam za długo skoro zaczynają mi się podobać Niemki. Mi jednak nie chodziło o kobietę. Dzielę życie, auto, a czasem łóżko z moją walizką. Niektóre pokoje hotelowe są tak małe, że nie ma miejsca by położyć ją na podłodze i nie mam wyjścia- śpimy razem. W łóżku walizka strasznie się rozpycha. Zwłaszcza, że ja jej nigdy nie zapinam w nocy.

Brakuje techników do pracy na turbinach. To znaczy, że ludziom coraz lepiej układa się w małżeństwach i z teściowymi. Kto przy zdrowych zmysłach i związkach chciałby mieć niebezpieczną pracę z dala od domu? Największym minusem pracy na turbinach wiatrowych jest, że nie da się tego robić w stylu Home Office (Kochanie nie przeszkadzaj mi teraz, bo zamknę się w sypialni, ubiorę w sprzęt wspinaczkowy, spocę, wysmaruję smarami i będę się wspinał przez pół godziny po drabince i dyndał pod żyrandolem ze szlifierką).

Tą robotę musi wykonywać się w parach. Nie ze względów romantycznych, ale bezpieczeństwa. Więc zatrudnia się podwykonawców z innych firm. Byłem przekonany, że taki gość zastąpi mi poprzednich ziomków z firmy, ale okazało się, że nie jest w stanie streszczać polskich kabaretów, pokazywać śmiesznych zdjęć znalezionych w sieci, czy przypominać o ważnych meczach. Nic nie potrafi. A co najważniejsze, to podwykonawca nie jest w stanie ustawić turbiny, obsłużyć wciągnik, naciąć szkło, szamferować, nic nie jest w stanie robić. Za to wie jak się lansować w mediach społecznościowych.

Na początku byłem lekko zdenerwowany spotkaniem ze swoim podwykonawcą. A może to wina przytłoczenia ilością pracy. Dodatkowo chciałem wypaść co najmniej w połowie tak profesjonalnie jak zapowiadał się ten ktoś przysłany mi z Hiszpanii. Szkoda, że na spotkanie w hotelu jechałem z ręcznikiem pod nosem. Dostałem na coś takiej alergii, że lało mi się z nosa tak, że mógłbym to butelkować. Zaraz potem, w dniu kiedy chciałem wyglądać bardzo profesjonalnie zupełnie rozwaliło mi zatoki. Głos brzmiał całkiem męsko, ale bąbelki z dziurek w nosie już nie były maczo.

Przypomniało mi się, że dostałem kiedyś taką poradę na leczenie zatok: obrać ziemniaki, zagotować łupki i z takich ciepłych zrobić maskę na twarz. Jak cały ten gnój wyładowałem na pysk, to zaczął spadać, cieknąć, parzyć mnie po szyi. Pozawijałem więc łupki w chusteczki, a żeby trzymały się tam, gdzie są zatoki (które coraz bardziej zaczynały mnie boleć) założyłem na twarz kominiarkę, którą zakładam pod kask w czasie niepogody. Położyłem się obok walizki wzdychając nad swoim losem.

Wtedy do drzwi pokoju hotelowego zapukał mój podwykonawca. Krzyknąłem Wait!, a on wziął i wszedł. Której sylaby angielskiego słowa wait trzeba nie zrozumieć by się wpakować komuś do pokoju? Był z Hiszpanii, pół czarny jak Obama, tylko bardziej ze zdziwieniem na twarzy. No i jak mnie zobaczył w kominiarce to powoli, niepewnie niczym czarny truś wycofał się i zamknął drzwi.

Wykonałem telefon: hej, co to za porada z tymi łupkami? Okazało się, że to nie łupki miały iść na pysk, tylko duszone ziemniaki. Łupki się wykorzystuje jak łamią nogi. W sumie lepiej, bo martwiłem się co ja zrobię z całym garem obranych ziemniaków.

Na drugi dzień zaczynaliśmy ustawiać turbinę i wyrzucać liny. Postanowiłem, że to będzie mój dzień i pokażę podwykonawcy, jaki jestem profesjonalny. Przebierałem się koło auta, kiedy zorientowałem się, że po raz pierwszy w całej swojej karierze zostawiłem w hotelu skarpetki. Byłem w samych sandałach, a do turbiny musimy wchodzić w specjalnych butach roboczych ze stalowymi nosami i odpornych na smary i bajery. Ale jak je założyć bez skarpetek? Gdzie sypnąć zasypką do stóp? Nie czekając zgarnąłem z paki jednorazowe bawełniane rękawiczki, które zakładamy do środka gumowych rękawiczek kiedy pracujemy z chemią. Sypnąłem zasypką i założyłem rękawiczki na stopy.

Oczywiście akurat w tedy zjawił się mój podwykonawca, spojrzał na moje stopy i powoli, niepewnie niczym czarny truś wycofał się.

Oj jeszcze długie tygodnie przede mną…

IMG_3206

 

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “O branży

  1. Haha, ci specjalisci „zagraniczni”, gadac o sobie umieja dobrze i dlugo hehehehe. Widze ze mamy podobne dolegliwosci na tle alergicznym- ktorych do cholery jasnej nigdy nie mialam w Poslce.

    • No nie? Co jest grane? W lecie się przeziębiać, od pyłków dostawać rozwolnienia, od alergii bólu zatok? Jeszcze trochę i zaczniemy padać jak pszczoły…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s