Poranek na Królowej Niepogód cz.1

027Jednym z moich ulubionych składników dodawanym do alchemii życia obowiązkowo i przynajmniej raz w roku jest wschód słońca. Ale nie oglądany w drodze do ubikacji zaspanym okiem, nie w pojeździe do pracy zimową porą, nie po nocnej zmianie przy kieliszku. Wschód słońca po biwaku, po wspinaczce, na plaży, nad jeziorem, czy na szczycie góry. Może być Babiej Góry, bo najlepsze są miejsca mityczne, tajemnicze. A ona jest, bo właśnie na Babiej raz do roku, trzynastego grudnia spotykały się po coś „baby”, czyli czarownice.

Wyruszyliśmy rano. Jeden z pasażerów busa wyglądał jakby wracał do domu po tygodniowym hartowaniu się na wojownika. Pocięty, obdrapany, na rękach szwy, głos przepity, morda ogorzała od tytoniowych wyziewów współbiesiadników. Zachwalał nam dziewczyny z Jabłonki i twierdził, że Lipniczankom spadł na głowę samolot pasażerski… na szczęście wysiadł, a my pojechaliśmy dalej przez Lipnicę Małą- wbrew nazewnictwu będącą urbanistycznym tasiemcem. Aż zacząłem się bać, że zabraknie mi prowiantu zanim dotrzemy do naszego końcowego przystanku.

Z buta wyruszyliśmy: ja i Radny, w las. Objuczeni, zwarci, podekscytowani. Babia na tle błękitnego wyglądała zachęcająco, ciepło. Na pierwszym postoju przy drodze, takiej jak wyobrażam sobie mogłaby być na Alasce, schrupaliśmy ze smakiem zapasy lentylków, skittlesów, draży, wypiliśmy piwo i poczłapaliśmy szukać szlaku. A szlak najpierw był, a potem wręcz przeciwnie, ale nie przejęliśmy się, bo to tylko jedna góra- nie można chyba nie trafić na szczyt, bo są tylko trzy kierunki: w górę, w dół i dookoła.

Kilka godzin później zmaglowani i dobrze zgubieni podziwialiśmy z fascynacją mieszaną z lękiem labirynt falban okalających masyw Królowej Niepogód. Na mapie siatki, poziomice i leśne ścieżki tańcowały hajduka i nie udało się ustalić czy jesteśmy ja i Radny jeszcze na Kralowej, czy już na Zubrzyckich Stromiznach. Zacząłem się zastanawiać czy jak zejdziemy jakoś na dół, to czy do górali Orawskich, czy Żywieckich?

Nie jesteś zgubiony, jeśli jesteś szczęśliwy z tym gdzie się znajdujesz. W związku z tym rzadko czuję się zgubiony podczas swoich wycieczek. Nawet kiedy nie wiem gdzie jestem, cieszę się na każdy krok jaki stawiam w nowym miejscu. Wtedy jednak, gdzieś w masywie Babiej zacząłem się martwić. Nie byłem sam. Obiecałem wschód słońca, przygodę, a pogubiliśmy się w coraz szybciej ciemniejącym lesie. Tańczące paprocie jak w indyjskich musicalach oraz malownicze wzgórza pokryte falującymi dywanami drzew zaczął okrywać mrok. Spadła temperatura, pojawił się głód. Babia nagle wydała się ogromna. Poczułem jak gra z nami partię szachów zbijając kolejno pionki i zapędzając nas w ciemne, wilgotne miejsce niczym w zły las z bajek braci Grimm.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s