Kanty masowo produkowane

Po przeprowadzce mam z mieszkania do pracy piętnaście minut spacerem. Wystarczająco daleko by osiwieć, wyłysieć i ociec potem na gwarnej chińskiej ulicy.

Raz zamiast iść spacerem pojechałem taksówką; elektrycznym motorkiem, które na arteriach metropolii śmigają jak czerwone krwinki w naszych organizmach. Kierowca wjeżdżając pełną parą na ruchliwe skrzyżowanie obejrzał się w tył i powiedział, że bezpieczeństwo jest najważniejsze chuchając mi w twarz ryżową wódą. Uśmiechać się do mnie przestał dopiero po drugiej stronie skrzyżowania, po czym obrócił się i skupił już na jeździe.

Pod wieżowcem ktoś usiłował wcisnąć mi ajfona, żebym go kupił bo okazja i taniej nie będzie. Pięćset złotych za nowego ajfona z pudełkiem i ładowarką to chyba niezła cena. Przestałem się nad tym zastanawiać chwilę później, kiedy w biurze dowiedziałem się na dzień dobry, że szef się spakował i wyjechał. I tyle go widzieliśmy. Trochę mnie to zaniepokoiło.

Po zakończonym dniu wracałem na nogach koło ogromnego placu budowy gdzie powstaje już trzecie w okolicy gigantyczne centrum handlowe. Zauważyłem niemały tłum. Przyłączyłem się.

Robotnicy kopiący już drugi rok fundamenty wykopali zabytkową figurę smoka z nefrytu. Ubrudzona błotem stała w środku zamieszania i kilku roboli w kaskach usiłowało powstrzymać sprzedaż, zrzucić się by wykupić ją od znalazcy, czy też przebić cenę oferowaną przez napalonych gości w koszulach i garniturach.

Musiałem się zwijać, bo mieliśmy iść z dziewczyną do banku (tu wiele spraw załatwia się nocą, bo miasto nigdy nie śpi). Dziewczyna wysyła czasem pieniądze by wspomóc finansowo tatę na prowincji. Trochę pieniędzy długo służy z dala od drogich miast, a on akurat potrzebował małego zastrzyku finansowego.

Do mieszkania wróciliśmy z dziewczyną późno. Tuż po tym jak bank skasował nas dwadzieścia pięć złotych za przelew. Ale z maszyną się nie dogadasz. I tak minął kolejny dzień w mieście.

A następnego wszystko zaczęło się od nowa. Jak w kalejdoskopie. Jak chiński dzień świstaka usiłujący dopaść cię swą gwarną monotonią. Elektryczne motorki, ktoś wciskający ajfona jako okazję życia, zamieszanie w biurze, robotnicy z nefrytowym smokiem, dziewczyna telefonująca do taty na prowincji. Życie na które trzeba bardzo uważać, bo ono nie zważa na nic i na nikogo. Nie w tym mieście fortun zbudowanych na kantach i przemycie z Hongkongu.

Bo kierowcy elektrycznych motorków zazwyczaj zawyżają ceny i znów jeden przy mnie powiedział kolegom, że za cenę jaką wołam to on by zawiózł Chińczyka, ale białego nie ma szans. I znów nie spodziewał się że rozumiem i mu nagadałem i musiałem iść z buta.

Koleś od ajfona sprzedaje prawdziwego, ale jak sięgasz po pieniądze podmienia pudełko, a potem znika w szklano- betonowej dżungli. Kilkanaście milionów ludzi- jest kogo kantować.

Firmy w Chinach pojawiają się i znikają. A znika się zawsze od góry i kont bankowych. Nic na to nie poradzę i pozostaje mieć nadzieję, że nie przyjdę pewnego dnia do pustego biura i pustych klas w których tak samo zaskoczeni będą uczniowie jak i nauczyciele. Bo de facto to my nie posiadamy nic, nawet kopiarki, a wszystko jest tu na abonament i jak się najzwyczajniej nie zapłaci to firma przyjedzie i zabierze cały sprzęt biurowy by wynająć go jakiejś innej firmie.

Robotnicy od nefrytowego smoka sprzedali swoje cacko i znikli. Nie trudno się domyślić, że za jakiś czas pojawią się z takim samym na jakiejś innej budowie w innej części miasta.

Tata dziewczyny mieszka sam i wydał pieniądze na grupę, która obiecała mu nową żonę. Również oni znikli. Żona w Chinach to wydatek idący w dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych. Tańsze żony sprowadzane są z Wietnamu (od dziesięciu tysięcy złotych), ale czasem uciekają. Te najtańsze jednak pozostają niespełnioną obietnicą bo nawet się nie pojawiają. A pieniądze z przedpłat nie są zwracane, bo magicy od tego przekrętu znikają.

Taka już rola kanciarzy, że oni biorą i znikają.

Jak w tym popularnym przekręcie, gdzie ktoś zwiedza nowe miasto, a urocze dziewczyny zagadują, jest miło, zapraszają na herbatę, czy piwko do jakiejś uroczej knajpki. Po czarującym spotkaniu dostaje się gigantyczny rachunek za napoje, a dwaj goryle przyprowadzeni na miejsce słodkich dziewczyn mogą nawet eskortować do bankomatu jeśli jest taka potrzeba.

W historii którą zasłyszałem nieszczęśnik zapłacił z uśmiechem, a nawet zaproponował dziewczynom, że podwiezie je do domu swoim autem. I trafiła kosa na kamień, bo choć kanty masowo produkowane zawsze kończą się zniknięciem kanciarza. Tym razem kanciarki znikły na poważnie. Bo nikt już nigdy tych dziewczyn nie widział…

Kolejny dzień w mieście, jak w chińskim kalejdoskopie kantów masowo produkowanych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s