Powrót do Q

Q Q (5) Q (4) Q (3) Q (2) ptaszki szczury

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pewnego razu, bez zapowiedzi, zadzwonił telefon i znajomy chińczyk znów poprosił o pomoc w weekendy w jego szkole. Tak rozpoczęła się seria powrotów do mrocznego miasta Q, o którym już wcześniej pisałem. To było to chińskie Gotham city, które za bardzo nie znało białych ludzi.

W piątkową noc telepałem się przepełnionym busem po ciemnych drogach wiodących na skraj prowincji Guangxi. Na ekranie leciał najnowszy Bond z chińskimi napisami. Na kolana brakowało mi miejsca, bo za późno się zorientowałem, że fotele zamontowane są na oko i gdzie indziej mogłem mieć nieco więcej przestrzeni. Jakaś drobna Chinka dyndała sobie stopami, a ja się gniotłem z plecakiem między udami.

O północy dojechałem do Q i okazało się, że miasto zmieniło się w ciągu kilku miesięcy mojej nieobecności. Sytuacja do której już przywykłem. Miejscowości i drogi są czasem przebudowywane w przeciągu tygodni. Chińczycy biją rekordy prędkości w budowaniu. W Q liczącym milion mieszkańców postanowiono rozpocząć przenosiny całego centrum w nowe miejsce. Oświetlono ulice, uregulowano nieco ruch drogowy. Okazało się, że trafiłem akurat na lokalny festiwal jedzenia, podczas którego tłumy ludzi z okolicznych wiosek zalały ulice. O jedzeniu rozpiszę się innym razem, bo Q będąc jednym z najdziwniejszych miejsc jakie w życiu przyszło mi napotkać, jak zwykle nie zawiodło mnie pod względem atrakcji.

Po zameldowaniu się w nędznym hotelu, wyszedłem na ulice. Natychmiast rozpoczął się atak skośnych oczu zafascynowanych pierwszym kontaktem z białym człowiekiem. Przyznam się, że jak i poprzednimi razy, cieszyłem się z uwagi jaką darzył mnie tłum. Status gwiazdy otrzymany za blond włosy i niebieskie oczy. Tłum jednak był bardziej niż zwykle podekscytowany. Podlewani wódką ryżową farmerzy z okolic, uczennice na obcasach, mamy pokazujące mnie dzieciom. Nie byłem w stanie znaleźć chwili spokoju. Raz zasuszona staruszka zerwała się z refleksem ping pongisty żeby mnie dotknąć, motorzysta niemal wjechał w tłum przy sprzedawcy trutek na szczury demonstrującym śpiące gryzonie. Na każdym kroku słyszałem wszystkie możliwe okrzyki: waiguoren! (zagranicznik), laowai! (obcokrajowiec), meiguoren! (Amerykanin), yangguizi! (obcy diabeł).

Mam taki nawyk orientowania się, że ktoś mnie w tłumie śledzi. Zwykle są to kieszonkowcy. Tym razem był to tuzin Chińczyków z komórkami wycelowanymi w moje plecy. W krótkim czasie zapozowałem więc do kilku zdjęć, dwa razy zostałem poproszony o numer telefonu, a dziewczyny oferowały mi usługi przewodniczek po Q. Po niespełna godzinie nie dałem już rady i schowałem się w pustym supermarkecie. Spokojnie obszedłem sobie alejki, ale przy kasach okazało się, że zebrałem za sobą całą obsługę. Jak magnes wrzucony do szuflady ze sztućcami. Pomyślałem, że to pewnie kara za tego murzyna, za którym obejrzałem się na początku lat 90 w Wiedniu- pierwszego jakiego widziałem.

Schowałem się w księgarni, ale znów zebrała się grupa podekscytowanych uczennic tłumacząc mi, że nigdy nie rozmawiały po angielsku z obcokrajowcem. Pozbyłem się ich dopiero w recepcji swojego hotelu, który swoją drogą znajdował się zaraz przy głównej ulicy tego całego chaosu. Kiedy ryglowałem drzwi zorientowałem się, że poskręcane są z deseczek po uprzednim wyważeniu. Do tego drzwi od łazienki były podziurawione nożem. Zastanawiałem się, czy jakiś mój poprzednik nie skończył tu rozszarpany przez rozentuzjazmowany tłum.

Kiedy zasypiałem cały pokój drgał od basów karaoke, a z ulicy dobiegał jazgot festiwalu. Po schodach biegały w górę i w dół pijane szpilki, a ja usiłowałem sobie przypomnieć czego spodziewałem się wyjeżdżając do Chin.

Kolejne dwa dni spędziłem z dzieciakami ze szkoły oraz  w wolnych chwilach z dala od tłumu, w spokojnych uliczkach Q, które postęp zastępuje ekspresowymi blokami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s