Jak to znów wolontariuszem zostałem

Przez jakiś czas plątałem się po wąskich uliczkach zastanawiając się co dalej. Potrzebowałem kupić nieco czasu i znaleźć miejsce na rzucenie plecaka na kilka dni. Zadzwoniłem na komórkę kadrowca ze szkoły, która najpierw zaoferowała mi pracę, a potem się wykręciła. Odebrał i powiedział, że chyba pamięta naszą rozmowę przez Skype i że chyba się jednak nie kwalifikuję i że może mógłbym się zgłosić na wolontariat. Powiedział żebym się stawił popołudniu. Zatrzymałem taksi, zadzwoniłem znów do niego i kazałem mu wytłumaczyć kierowcy gdzie mnie zabrać. Szkoła była blisko, obok jedynego w wiosce skrzyżowania z sygnalizatorem świetlnym. Oczywiście taksiarz skasował mnie jakby niósł mnie przez góry i na rękach.

Na miejscu czekając na zjawienie się kadry pracowniczej zgadałem się z kilkoma nauczycielami. I tak oto natychmiast dopisało mi szczęście. Dzień wcześniej, na biurko kadrowca tuż po jego wyjściu z pracy wpłynęły dwie rezygnacje. Małżeństwo amerykanów z Alaski zdecydowało się wyjechać do Korei. Kiedy on zjawił się w pracy, już po naszej porannej rozmowie miał od razu dwa wakaty i mnie z podaniem w ręku.

Szybciutko zostałem zaprowadzony do swojego pokoju i umówiony na rozmowę następnego dnia. Poznałem też swoich dwóch współlokatorów, którzy natychmiast bardzo chętnie pokazali mi strategiczne knajpy z najładniejszymi kelnerkami. Przy browarach dowiedziałem się, że szkoła, a raczej prywatny College Angielskiego zalicza się do dziesiątki najlepszych college’y w Chińskiej Republice Ludowej. Jest przy okazji rodzajem mafii, która przypomniała mi powiedzenie: jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich. Do niedawna zajmowała również się handlem wizami i pozwoleniami na pracę wśród białych, jednak po kontroli okazało się, że ma więcej nauczycieli, niż uczniów. Proceder został ukrócony i obecnie o wiele trudniej tu o wizy pracownicze. W związku z tym pojawiły się również problemy z zatrudnianiem przez college osób spoza USA i Wielkiej Brytanii.

Następnego dnia wiedząc, że nie mogą i nie chcą mnie zatrudnić i że na mojej wizie pozostały tylko trzy tygodnie pobytu w Chinach podpisałem pakt z diabłem- miesięczny kontrakt na wolontariat. „Mordercze” dwie godziny pracy dziennie w zamian za pokój i dwie miski ryżu. W głowie mam jednak plan. Mam trzy tygodnie na przekonanie kadrowca, że chce mnie jednak zatrudnić, studentów, że chcą się ode mnie uczyć, sąsiadów, że chcą ze mną mieszkać, biegaczy, że chcą ze mną ukończyć maraton, palaczy, że chcą palić, pijaków, że pić, a słońce, że chce wyjść, bo nadal jest kurewsko zimno.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jak to znów wolontariuszem zostałem

  1. Kibicuję i trzymam kciuki, żeby Ci się to udało 🙂 Tym bardziej że jestem w podobnej sytuacji tylko w bardziej przaśnych, bo polskich realiach.
    Świetny blog.

  2. Haha!
    Tak jak czytam Twoje wpisy to nie można uwierzyć, że jakoś Ci się nie uda ^^
    Przy tak pozytywnym nastawieniu świat możesz obrócić do góry nogami 😛
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s