1-0 dla Pekinu

Znalazłem Beijing Sanlitun Youth Hostel, gdzie miałem rezerwację na dwie noce. Był niemal pusty, bo luty to nie szczyt sezonu. Grupa niepotrzebnie głośnych białych upijała się w przytulnej części restauracyjnej. Licytowali się na historie z podróży i przekrzykiwali kto zrobił coś bardziej pojechanego. Cholerni wieczni wagabundzi, nauczyciele angielskiego i żule z paszportami. Zabrałem się za szukanie pracy w sieci.

Niedługo potem pobiegłem do centrum. Jako fan łojenia z buta zdeptałem już nie jedno wielkie miasto i tak planowałem poruszać się po Pekinie. Cele na dzień miałem dwa: karta sim oraz zdjęcie w jakimś znanym miejscu. Mur chiński miałem na razie z głowy, bo chyba widziałem go z samolotu.

Pekin okazał się dla mnie hybrydą zorganizowanego chaosu i komercyjnej przyszłości. Musiałem uważać na łamiące wszelkie przepisy rowery, trójkołowce i moto- riksze. Zrobiłem szybko interes życia na nowej karcie sim. Nie odbiera esemesów z Polski, poza Pekinem muszę płacić za odbieranie połączeń i kosztowała dużo za dużo.

Potem wdrapałem się na jakiś szczyt okolony malowniczym parkiem (no… o ogrody to oni umieją dbać), by rzucić okiem na antyczne zabudowania zakazanego miasta. Wyglądało zupełnie jak na zdjęciach. Duże i stare. Ładne ogólnie. Panorama Pekinu też niczego sobie.

Zjeść drogo w porządnej restauracji każdy potrafi. Wbiłem więc do jakiejś podrzędnej knajpy pełnej autochtonów. Pokazałem na coś, co jedli przy stoliku obok. Po chwili niezrozumiałego wyliczania na palcach i gaworzenia zrozumiałem, że zapłacę 4 jeny (2 pln). Super. Dostałem jednak cztery porcje, które ledwo zmęczyłem i musiałem zapłacić 24 jeny. Zapomniałem już o wyuczonej w Mongolii minie MNW (mnie nie wychujacie), do której jak widać musiałem powracać podczas zakupów.

Wracając do hostelu co chwila odciągany byłem przez coraz to śliczniejsze zakamarki starego Pekinu. Niskie budynki i ciasne alejki wydawały się magicznie urocze. W sklepikach kupić można było chyba wszystko, co zostało wyprodukowane plus drugi raz tyle rzeczy, których nie wiedziałem, że się produkuje. Koniec końców masakrycznie się pogubiłem. Zawzięty, by odnaleźć drogę powrotną błądziłem długo pośród malowniczych budyneczków, czy też później gigantycznych wieżowców. Nocą Pekin zamienił się w plejadę świateł i kolorów. Byłem bardzo zauroczony i bardzo zgubiony. Kilka razy ktoś oferował mi dziewczynę. Po trzech piwach i sześciu godzinach błądzenia poddałem się i wsiadłem w taksówkę. Kiedy dojechałem do hostelu zorientowałem się, że kierowca nie zaoszczędził mi okrężnej pętelki. Do tego odmówił wydania połowy reszty uznając ją za swój napiwek.

Wpakowałem się do łóżka zmęczony i zziębnięty od przeszywającego wiatru. 1:0 dla ciebie, Pekinie- pomyślałem.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “1-0 dla Pekinu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s