Przylot do Pekinu

Kolekcja filmów i muzyki zaoferowana przez Aeroflot w airbusie była ogromna. Na nudę nie mogłem narzekać.

Przelatując nad Mongolską Gobi zauważyłem rzadkie dziury (kopalnie?) z gwieździście rozchodzącymi się wokół drogami. Wyglądały jak ciemne odbyty na brązowo- żółtej powierzchni pustyni. Kiedy wlecieliśmy nad Chiny natychmiast pojawiła się organizacja, siatki dróg i wzgórza ugłaskane buldożerami. Wszystko w odcieniach żółci i brązu do których już tak przywykłem.

Pekin z lotu ptaka zaskakująco przypomniał mi New Jersey. Rozległa zabudowa bloków, hangarów, autostrad, wiaduktów i różnych konstrukcji w toku.

Na lotnisku odebrałem bagaż. Tradycyjnie już rzeczy były w nim do góry nogami. Wszystko przez to, że lotniska chyba uważają mnie za terrorystę. Zaczęło się od Kosowa, gdzie pracowałem jako wolontariusz w małej enklawie serbsko- cygańskiej. Zorganizowałem obóz dla swoich skautów w górach Kosowskiej Mitrowicy, o czym poinformowałem francuski KFOR. Niestety nasz biwak zbiegł się z referendum o ustanowienie niepodległości Kosowa oraz informacjami, że w Mitrowicy szykują się paramilitarne grupy Serbów. Znalazł nas śmigłowiec rozpoznawczy Wing 7. Nie było to trudne bo spaliśmy w namiotach rozstawionych w ruinach zamku na szczycie góry. Następnego dnia nasz pociąg został zatrzymany przez UNMIK Police w szczerych polach, a ja i moi przerażeni skauci zostaliśmy przetrzepani. Później lecąc do stanów musiałem przez pięć godzin odpowiadać na pytania (mógłbym to nazwać dosadniej), a pan w rękawiczkach przegrzebał dokumentnie moje rzeczy. W kolejnym locie rozebrano kombinerkami zabezpieczenie i kłódkę w mojej torbie, a ostatnio wracając z Mongolii zostałem wyłowiony z gęstego tłumu i prześwietlony przez uprzejmego pana chorążego.

– Co to jest- wskazał na zdjęcie na monitorze.

– Rurki do namiotu.

– A to?

– Śledzie do namiotu.

– Dziękuję- oddał mi paszport.

I tak ze wszystkich ostatnich lotów ten do Pekinu okazał się najprzyjemniejszy, pomimo że znów miałem bajzel w plecaku.

Na lotnisku nie zmieściłem się do autobusu numer trzy jadącego do centrum.

– No sit down!- krzyknął pan w mundurze.

– Ja postoję…

– No sit down!

Po piętnastu minutach zjawił się kolejny autobus, a „Pan no sit down” osobiście dopilnował żebym wsiadł do niego pierwszy. Wtoczyliśmy się na ładną autostradę biegnącą w stronę centrum Pekinu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s