Fromit czyli zamarznięte wymiociny

Ostrzeżenie! Post zawiera treści drastyczne, które niektórzy czytelnicy mogą uznać za nieprzyzwoite. Wszystkie zamieszczone tu informacje są prawdziwe. Mongolia to urocze miejsce, a Mongołowie są przyjaźni.

Legendarny mróz podczas mongolskiej zimy przysparza wielką frajdę. Obserwować można wiele ciekawych zjawisk. Mieszkając wysoko (powiedzmy piąte piętro) można wylać szklankę wody, która zamarznie zanim uderzy o ziemię. Mocz nie zamarza jednak przed doleceniem na chodnik, chyba że siusia się z wysoka. Jednym z najbardziej imponujących tworów mrozu, jakie widziałem był monstrualny stalagmit utworzony z fekaliów podlewanych moczem w jednej z latryn w parku narodowym Terelć. Potwór mieszkał w ogromnej dziurze, miał nie dużą średnicę ale około półtora metra wzrostu. Zastanawiam się, co czeka go w lecie. Jednak najbardziej urokliwe i najciekawsze zjawisko spotkać można w Ułan Bator. Nazwałem je FROMIT (ang. frozen- zamarznięte, vomit- wymiociny), a nazwa przyjęła się szybko wśród X-patów.

Otóż Mongołowie wymiotować lubią potrafią i się nie wstydzą. Przekonałem się o tym bardzo szybko, gdy podczas jednej z imprez wykładowczyni koreańskiego wyznała mi pijaną miłość słowami  „Seba I love youuueeebłeee…”. Jej treść żołądkowa lecąca na mnie zaskoczyła mnie tak, jak samo wyznanie. Kolejna przygoda z wymiocinami wydarzyła się w międzymiastowym autobusie. Biedny dzieciak śpiący na popielniczkę wystrzelił wieloryba zaskakując mnie, siebie i Josepha, obryzgując siebie i Josepha, zawstydzając siebie i bawiąc pół autobusu. Najlepsza jednak sytuacja miała miejsce w Tsagan Saar, największe święto w Mongolii podczas którego przez trzy dni Mongołowie objadają się tradycyjnym jedzeniem. I zarzygują co się da. Wydarzyło się to w autobusie miejskim pełnym ludzi. Biedny dzieciak bryznął z taką namiętnością, że mógłby zawstydzić niejeden wąż strażacki. Kolor był różowy, jak niebo podczas zachodów słońca. Babcia dowlokła dzieciaka do drzwi, które otworzyły się na przystanku. Strumień różu zaczął teraz mienić się pomarańczowymi kolorami i siknął w stronę napierającego do autobusu tłumu. Pierwsza była śliczna i elegancka kobieta. Jak się okazało nie tylko śliczna, ale również bystra i szybka, bo odskoczyła z refleksem. Mężczyzna za nią nie był już tak szybki. Ponownie potwierdziły się moje przypuszczenia o wyższości Mongolskich kobiet nad mężczyznami. Następnie autobus odjechał, a dzieciak, babcia, mężczyzna i jego syn rozpoczęli oczyszczanie odzieży. Na kolejnym przystanku za sprzątanie wzięła się również bileterka z autobusu, zmiatając róż i pomarańcz zieloną miotłą w stronę wbiegających do autobusu dzieciaków. Jakby tego było mało jedna z dziewczynek potknęła się na stopniu ładując rękami w cały ten bajzel. Spojrzała na kolory na swoich dłoniach, po czym wytarła je w koleżankę.


Ale miało być o mrozie. Otóż wymiociny rozrzucone po całym UB zamarzają tworząc rozmaite formacje i wzory. Niemal jak wróżby andrzejowe, tylko bardziej kolorowe. I większe. Opowiadają też historię posiłków Mongołów i stwierdzam, że ich dieta jest uboga. Wraz ze znajomymi znaleźliśmy bezmiar radości w odnajdywaniu najciekawszych fromitów, fotografowaniu ich, odgadywaniu ich historii, czy też robieniu zakładów ile fromitów naliczymy po drodze do restauracji.

Nie jestem już pewien, czego dokładnie się spodziewałem po mongolskiej zimie, ale z pewnością dostarczyła mi ona mnóstwo radości.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Fromit czyli zamarznięte wymiociny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s